Löbau. Myślałam, że jeden dzień wystarczy… no cóż
Niewielkie miasto w Saksonii pełne ciekawostek
Löbau. A po co tam jechać?
Zaczęło się od… szukania celu na pierwszą wyprawę po przylocie z Korei. Dlaczego Löbau?
Sezon marzec-kwiecień 2026 miał być poświęcony podróżom po Niemczech – z naciskiem na kolejowe historie i zbieranie materiałów do książki o Deutschlandticket. Przyleciałam w piątek, 20 marca, a już następnego dnia siedziałam w pociągu relacji Zielona Góra-Görlitz.
Długo szukałam, bo miało być to miejsce osiągalne z Görlitz, niezbyt daleko, niezbyt obszerne – krótko mówiąc, do ogarnięcia w jeden dzień. Do mapy Google wrzuciłam hasło Eisenbahn (dosł. żelazna kolej) i zaczęłam przeglądać propozycje. Tu jeszcze zamknięte, to komunikacja zastępcza, tu właśnie zlikwidowali wielkie zakłady taboru, tu za dużo jak na jeden dzień. W końcu trafiłam na Löbau i obiecujące hasło: Ostsächsische Eisenbahnfreunde (Muzeum kolejnictwa).

Miłośnicy Wschodniosaksońskiej Kolei
Na stronie stowarzyszenia nie znalazłam regularnych godzin otwarcia. Odkryłam za to najstarszą maszynownię w Saksonii (1859), jak i dość rzadki typ obrotnicy.
Żeby było jasne, to parowozy nie jedzą mi z ręki, a ja nie rozpoznaję ich typów po gwiździe. Ponad techniczne detale przedkładam historię miejsca i wrażenia wizualne. Tych drugich mogłam doznać jedynie z pobliskiego mostu (Weißenberger Brücke), bo na teren muzeum nie weszłam.
Dojrzałam szereg historycznych wagonów i lokomotyw, oczywiście infrastrukturę i członków stowarzyszenia, którzy myli jeden z pojazdów. Plakat na moście informował o festynie w maju. Niestety termin był poza moim zasięgiem. Ale jest szansa na zwiedzanie w październiku 2026.
Jeśli interesujesz się historią niemieckiej kolei, to tutaj rozpisałam się więcej, gdzie szukać informacji o tym, co można zobaczyć i czego doświadczyć w Saksonii w temacie kolejnictwa. A jest tego ogrom. Nie bez powodu…

A tam kolej. Löbau okazało się pełne niespodzianek
Moje kolejowe zapędy w Löbau skończyły się na kilku zdjęciach ze wspomnianego mostu, ciekawym ujęciu okazjonalnie używanej linii do Ebersbach oraz spacerem pod wiadukt o blisko 30-metrowej wysokości.
Bo… zaplanowałam dwa miejsca do odwiedzenia. Oba to unikaty na skalę światową!
- Haus Schminke, czyli dom zaprojektowany przez Hansa Scharouna w latach 30. ubiegłego wieku dla rodziny Schminke
- König-Friedrich-August-Turm – to z kolei jedyna taka wieża w Europie (niektórzy utrzymują, że na świecie), w całości wykonana z odlanych z żelaza płyt, misternie zdobionych i poskładanych niczym puzzle
Poza tym, jak zawsze przy nowych miejscach, brałam pod uwagę spacer po mieście, wizytę w informacji turystycznej, i ew. miejskie muzeum.

Dom, który odwiedzają goście z całego świata
Kiedy odkryłam (z mapy Google), że w Löbau znajduje się znamienity przykład klasycznej moderny w wykonaniu Hansa Scharouna (1893-1972), priorytety natychmiast się przestawiły.
Mając takie cudo tuż za rogiem (15 minut pociągiem z Görlitz) pognałam tam najpierw. Z dworca Löbau to około 20 minut spacerem. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania.

Ale o co chodzi z tym domem
Możesz oczywiście nie podzielać mojej pasji do architektury XX wieku, ale Haus Schminke polecam z kilku powodów
- to naprawdę zachwycający gmach, którego oglądanie tak z zewnątrz jak i wewnątrz jest czystą przyjemnością i oderwaniem się od zwiedzania „standardów”
- dom powstał w latach 1930-33 i mimo kilku lokatorów-instytucji po wojnie, dzięki Fundacji Haus Schminke i współpracy z rodziną udało się odrestaurować i przywrócić wiele oryginalnych elementów wystroju i wyposażenia. Już samo to, że po wejściu możesz powiesić sobie kurtkę w oryginalnej szafie i zaraz wejść na schody z poręczą, po których zjeżdżały córki fabrykanta Schminke robi atmosferę
- zwiedzający z Polski mają w cenie pełnowymiarowy audio-przewodnik w języku polskim. Jest on bardzo dobrze opracowany i często dopiero po wysłuchaniu objaśnień wyłania się zamysł architekta, jego uważność na potrzeby członków rodziny i genialne rozwiązania. Bo wiesz, „widzi się tylko, to co się wie” (Goethe), więc nie strać okazji, by dowiedzieć się, po co były te kolorowe, okrągłe szybki w drzwiach
- nie musisz jechać do Frankfurtu, by zobaczyć „kuchnię frankfurcką”. No dobra, ona jest eksponowana w kilku muzeach, chociażby w Museum Bauhaus w Weimarze, ale w naturalnej przestrzeni to widziałam ją chyba po raz pierwszy. Jaka szkoda, że nie można było sobie zajrzeć do tych wszystkich szufladek…
- I teraz najlepsze! Z kuchni (poza tymi odjazdowymi, metalowymi szufladkami), łazienki, pokoi można sobie prywatnie skorzystać, bo Haus Schminke oferuje noclegi. Tanie to nie jest, bo 300 € za 2 osoby, ale za to po 17 zostaje się sam na sam ze światowej klasy architekturą. Telewizora nie ma.
O miejscu tym planuję odrębny wpis. Haus Schminke otwarty jest od czwartku do niedzieli w godzinach 12-17. Ostatnie wejście jest o 15.45. Cena biletu: 10 € (8 €), adres: Kirschallee 1b, 02708 Löbau, www.stiftung-hausschminke.eu

I właśnie te godziny otwarcia, jak i moja słabość do „kuchni frankfurckiej” (nie mylić z zielonym sosem) sprawiły, że na wieżę z żelaza już nie poszłam. Z centrum Löbau to około 3 kilometry w jedną stronę, a dodając różne, owiane legendami ciekawostki w okolicy robi się z tego wyprawa na kilka godzin. A ja z Domu Schminke wyszłam przed godziną 14.

Löbau. Jak wyglądał mój dzień
W pierwszy dzień po przylocie z Korei nie miałam ochoty zrywać się wcześnie z łóżka, dlatego wybrałam kierunek na Görlitz i odjazd o przyjemnej 7:42.
Na stacji po niemieckiej stronie byłam kilka minut po czasie. Tu pierwsza niedogodność: na pociąg w kierunku Drezna trzeba czekać prawie godzinę. Niestety nie ma skomunikowania przy tym połączeniu, a szkoda, bo wcześniejszy pociąg do Drezna odjeżdża tylko 3 minuty wcześniej (10:13).
Dla tych jednak, którzy w Görlitz przesiadają się po raz pierwszy, to może być plus, gdyż hala dworcowa jest przepiękna. Warto ją sobie na spokojnie obejrzeć. W oknach są witraże z herbami miejscowości ze Związku Sześciu Miast. Do tego antykwariat, sklep bio, jakaś kawa i czas szybko schodzi. Uwielbiam przesiadać się w Görlitz. (–> Zobacz, co jeszcze można zobaczyć w okolicy dworca, gdy ma się godzinę na przesiadkę w Görlitz)
Do Löbau dotarłam o 11:25. A ponieważ był to pierwszy dzień podróży po podróży to zostawiłam sobie opcję wcześniejszego powrotu o 16:36. Tym samym spędziłam pięć godzin w saksońskiej miejscowości. Następnego dnia miałam oprowadzanie po Berlinie, więc też nie chciałam ryzykować problemów w razie spóźnień. No i wyspać się trzeba było. :)
Ale z Görlitz do Zielonej Góry mam również pociąg o 19:10. Więc w Löbau można spędzić do siedmiu godzin razem. To sporo czasu.

Zwiedzanie Löbau
Pierwsze kroki skierowałam na most Weißenberger Brücke, żeby zrobić zdjęcia okolic dworca, zabytkowej maszynowni i pociągów. Stamtąd zobaczyłam, że góra Löbauer Berg z Wieżą Króla Fryderyka Augusta wcale nie jest tak blisko, i raczej nie ogarnę jej tego dnia. Popołudnie było zatem do zagospodarowania.
Pod Haus Schminke dotarłam około 12:15 (otwierany po 12). Zwiedzanie zajęło mi około półtorej godziny, wysłuchałam wszystkich informacji w audio-przewodniku i zrobiłam wiele zdjęć na zewnątrz.
Następnie udałam się na starówkę. Informacja turystyczna była już zamknięta, więc poszłam do Muzeum Miejskiego. Nie jest ono wielkie, wystarczyło 45 minut razem z wystawą czasową. Niestety informacje na tablicach są tylko w języku niemieckim.
Stąd podeszłam pod fabrykę fortepianów Augusta Förstera, by zrobić zdjęcia, a następnie skierowałam się pod masywny kolejowy wiadukt. Park wokół niego był w 2012 roku terenem wystawy ogrodniczej (–> LaGa, o wystawach ogrodniczych w Niemczech). Pozostały niektóre założenia, rzeźby i mało czytelne tablice informacyjne (potraktowane sprayem). Ale dla wiaduktu i brzozowego zagajnika warto było się przejść.
Po 16 skierowałam się już w stronę dworca, po drodze odkrywając wejście na szlak do wieży. Następnym razem!
Löbau na kolejny raz
Myślałam, że Löbau będzie miasteczkiem na parę godzin. Tymczasem już kilkanaście minut na miejscu wystarczyło, by zaplanować kolejną wizytę. Nie weszłam na wieżę, nie zobaczyłam wszystkiego, a muzeum kolejnictwa nadal czeka. I chyba właśnie za to lubię takie miejsca najbardziej — z mapy wyglądają niepozornie, a na miejscu okazują się pełne niespodzianek.
A już niedługo o tym, jak pewien wypadek kolejowy na dworcu w Löbau mógł zmienić losy świata. I co takiego ciekawego (poza fortepianami Förstera) docierało do wielu odległych zakątków świata. I o pewnym fałszerzu. I o nie spełnionych ambicjach na bardzo pożądane słówko „bad” przed nazwą. I nie chodzi o jakieś niegrzeczne sprawy… Chociaż, kto wie…