Dlaczego w Saksonii jeździmy do Szwajcarii? I co ma z tego prawdziwa Szwajcaria?

Bądźmy szczerzy. Nazwać jakąś okolicę Szwajcarią, tylko dlatego, że ma parę skałek, wcale nie uczyni z połowy jej mieszkańców milionerów, a z drugiej połowy miliarderów. Nie wstawi nawet fioletowej krowy na łąki, a świstak siedzi i…

…owija w bawełnę. No właśnie. Tytuł górskiej krainy był często nadawany na wyrost i już u współczesnych budził niekiedy śmiech. W Niemczech jest ponad setka Szwajcarii. Ma je każdy land, nawet Hamburg i płaska jak stół Brandenburgia. Szwajcarie są w Polsce, tam gdzie kiedyś były Niemcy. Są też w Korei, Hondurasie i Nowej Zelandii. Doprawdy szczęśliwi ci Szwajcarzy, wszędzie są jak u siebie.

Szwajcariomania

Nie jest niczym niezwykłym, że gdy ktoś zakładał na obczyźnie nową osadę, nazywał ją po swojemu. Ale określać całe regiony nazwą obcego kraju, wpisując ją na stałe do urzędowych map – taki wyczyn i na taką skalę udał się tylko Szwajcarii. Jak to działało?

Wystarczyło mieć parę ładnych górek. Nie musiały być wysokie, ale dostatecznie wyróżniające się z otoczenia. I koniecznie porośnięte lasami, łyse źle się kojarzyły. Jeśli w górkach ostało się parę głazów po lodowcu czy innym wietrzeniu, to jeszcze lepiej. Następnie rozpytywano o malarza, mającego w danej chwili najwięcej like’ów na europejskich dworach. Jeśli pochodził ze Szwajcarii, to dobrze, ale nie był to warunek konieczny. Mógł się tylko utożsamiać z krajem Helwetów.

I co dalej?

Jak to co? Zaprosić, opłacić wikt i opierunek i już. Malarz uwieczniał parę widoczków, pozachwycał się w postach do przyjaciół nad urodą okolic, porównał do rodzimych stron i… Szwajcaria gotowa. Witamy w epoce romantyków.

Efekty? (no, ten panie, to ile kliknięć mamy?)

Mistrz pędzla zaliczał fajny wyjazd gratis i jeszcze więcej like’ów w postaci nowych zamówień. Region aspirował do krainy bogaczy, pięknych widoków i wspaniale funkcjonującej infrastruktury. Czasem ten trick się udawał, częściej kolejni influencerzy odkrywali, że to zwykły fake i kraina odpływała w swój dawny niebyt.  Ale nazwa pozostawała.

Czy Saksońska Szwajcaria była fake’iem? Zdecydowanie nie.

Szwajcaria Saksońska Viator Polonicus Joanna Maria Czupryna
Motyw, który od wieków zachwyca nie tylko malarzy, Szwajcaria Saksońska © Viator Polonicus, Joanna Maria Czupryna

Kto wymyślił Szwajcarię dla Saksonii?

Nazwę Saskiej Szwajcarii przypisuje się dwóm XVIII-wiecznym malarzom, związanym z Drezdeńską Akademią Sztuki, Adrianowi Zingg (1734-1816) i Antonowi Graff (1736-1813). Pochodzący, jakże by inaczej, ze Szwajcarii artyści odnaleźli w skalnym krajobrazie podobieństwo do rodzimych okolic, czemu dali wyraz w korespondencji ze swoimi bliskimi.

Za odkrywcę regionu uważa się jednakże lokalnego teologa, Wilhelma Leberechta Götzingera (1757-1818). On spopularyzował powyższą nazwę w swoich krajoznawczych publikacjach. Podstawy miał solidne, gdyż już jako dzieciak biegał po okolicach i to wcale nie takich najbliższych. Po nauce w Pirna i studiach w Wittenberdze, nie mógł tam znaleźć zatrudnienia i powrócił w rodzinne strony. Pomagał, a później zastępował swojego ojca w posługach pastora.

W 1786 roku opublikował pierwszy krajoznawczy manuskrypt. Na liczne wędrówki zabierał swoich uczniów i własne dzieci, których doczekał się siódemkę. Wyprawy były znacznie bardziej wymagające niż dzisiaj, gdyż nie było jeszcze rozbudowanej sieci dróg i szlaków.

W 1804 roku Götzinger opublikował drugą książkę-przewodnik, „Schandau und seine Umgebungen oder Beschreibung der sogenannten Sächsischen Schweiz” (Schandau i jego okolice albo opis tak zwanej Saksońskiej Szwajcarii). Drugie wydanie liczyło już 150 stron i poza informacjami o propozycjach wędrówek zawierało również wiadomości z historii, a do tego opisy flory, fauny i przeszłości geologicznej regionu.

Urozmaicony krajobraz, Szwajcaria Saksońska © Viator Polonicus, Joanna Maria Czupryna

Saksońska Szwajcaria. Raj dla oczu, spokój dla duszy

Kocham ten region. Gdybym mogła, co weekend kombinowałabym, jak się wyrwać między te skały. Mam ambicję, by przejść całą „Ścieżkę Malarzy”. Dotychczas udało mi się pokonać połowę z ośmiu etapów. A dalej mam na celowniku jeszcze miasteczka w okolicy i równie malowniczą Szwajcarię po czeskiej stronie. Nie potrafię sobie wyobrazić, by ktokolwiek miał wrócić zawiedziony z wycieczki w te rejony. Jeśli mieliście szczęście być już w Saksońskiej Szwajcarii, na pewno podzielacie ze mną te odczucia. Chętnie dowiem się, co zachwyciło Was najbardziej. A jeśli dopiero myślicie o wycieczce, dajcie znać w komentarzach. Może ja lub inni podpowiedzą Wam, jak najlepiej ją zaplanować i czego absolutnie nie należy pomijać.

Komentarze